tylko wiedza i niewiedza skrępowane są czasem i granicami ...
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Codziennie
Wyższa szkoła jazdy
statystyki www stat.pl
Stąd jessst... css
piątek, 09 marca 2012

Siedzę na własnej kanapie, w swoim salonie, w swoim mieszkaniu w nie swoim mieście i w nie swojej ojczyźnie.

Piszę ten post ba własnym laptopie, ale każdej polskiej litery muszę żmudnie szukać. Shift + znak przestankowy. Totalny brak wprawy. 

 

A wszystko zaczęł się 30 września 2010 roku.

A może nie, może już wcześniej. Może już 23 lipca 2006 roku, gdy poznałam mojego Męża. Gdy stwierdziłam, że chcę spróbować związku na odległość. 

Ale 30 września 2010 roku zaczęło się nieodwołalnie. 

Zapakowaliśmy bagażnik, zapakowaliśmy tylne siedzenie. Wytarłam łzy o mamine i tatusiowe ramię, pomachałam przez szybę odjeżdżającego samochodu i pojechałam rozpocząć nowe życie oddalone 1100 km od rodzinnego domu, od rodzinnego miasta.

 

Problemy zaczęły się już następnego dnia. A jeszcze nie dojechaliśmy na miejsce.

Nomen omen około 8 godziny rano wypadek na autostradzie, jakieś pół km przed nami zderzyły się trzy tiry. Za nami 14 kilometrowy korek. Trzy godziny stania i zastanawiania się, czy to nie jest jakiś znak, czy dobrze zrobiłam miesiąc temu wypowiadając sakramentalne TAK. Czy dobrze zrobiliśmy decydując się na wspólne życie w Niemczech. Po trzech godzinach przyszła na nas kolej na zawrócenie samochodu i jazdę "pod prąd" do poprzedniego zjazdu z autostrady.

 

Dojechaliśmy cali i zdrowi. Następnego dnia mieliśmy odebrać klucze do naszego pierwszego wspólnego mieszkania. Na razie nocujemy u Teściów.

 

00:11, margreth
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 maja 2010

Doświadczenie wczorajszego wieczoru nauczyło mnie, że wypicie butelki czerwonego wina zaczynając ją o 14, a kończąc o 23 prowadzi jedynie do bólu głowy począwszy od 2 godziny picia. Jednym słowem, wino trzeba pić albo w małych ilościach (1 lampka), albo szybko w większych ilościach.

Planowałam naukowy weekend. Skończyło się na weekendzie przed telewizorem. Dziś cały dzień z Dr Housem na AXN. Wszystkie odcinki widziałam po raz drugi, ale co tam. House zawsze dobry.


Siedze sama, prowadzę długie rozmowy telefoniczne z ukochanym, i zastanawiam się, jak można tak martnotrawić czas. Można. Bo schowana sama w domu ukrywam przed innymi, że się nie uczę. Nie mam wyrzutów sumienia, że robię co innego, nikt nie wie, że się nie uczę. Notatki w zasięgu ręki, żeby na wszelki wypadek trochę poudawać naukę.


Martwię się Bratem. 2,5 miesiąca na statku, chlanie non stop. Psychika siada. Z zewnątrz wygląda to super. Był w Brazylii, w kilku dużych portach europejskich. Teraz ma popłynąć do Rostocku, a potem Durban. I chyba przed tym Durbanem zdezerteruje. Bo stamtąd Argentyna i dopiero wtedy Europa i zejście na ląd. A to już połowa sierpnia, po moim ślubie. Powiedział mi właśnie, że ma tylko jedną siostrę, że w życiu są ważniejsze rzeczy niż pieniądze.

22:40, margreth
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 kwietnia 2010

Być może pora nie jest odpowiednia, ale czas jak najbardziej odpowiedni.


Na co?


By na nowo dokumentować swoje życie?


By dać świadectwo zmian.


Za 3 miesiące najważniejszy egzamin w życiu.

Za 3 miesiące i 3 tygodnie ślub cywilny.

Za 4 miesiące ślub kościelny.

Za 5 miesięcy zacznę pisać blog o życiu na obczyźnie, tj. Wielka Wyprowadzka. Jak już wyprowadzać się z domu rodzinnego to tak, że tak powiem, porządnie. 1200 km. Ale Trójmiasto z NRW lepiej jest skomunikowane niż z Krakowem:)


Tak, to jest odpowiedni czas.

niedziela, 21 czerwca 2009

Herbata, ciastko, papieros, ciastko, i kolejne ciastko, herbata i papieros. Tak mija czas. Pomiedzy zapisane kartki przesiakniete wiedza, ktora chlonac mam. Usilnie sie staram. Ale wchloniecie takiej ilosci w tak krotkim czasie zakrawa na wariactwo. Pojde spac, jak mi calkiem kark zesztywnieje od schylania sie nad papierami.


P.S. Singlem nie jest dobrze byc. We dwoje przyjemniej:)

poniedziałek, 08 czerwca 2009

Oto jest pytanie. Nie boję się bycia sama. Boję się raczej tego, że w tym roku kończę 27 lat i to już wg mnie najwyższa pora, żeby powoli przymierzać się do założenia rodziny. Intynkt macierzyński mam, zegar biologiczny tyla, a rozstanie teraz, po 3 latach bycia razem i z planowanym ślubem na przyszły rok, odsunęłoby moje plany macierzyńskie w odległą przyszłość.

Ale prawda jest taka, że nie widzieliśmy się 7 tygodni. Przeszliśmy dwa poważne kryzysy. Ostatni w sobote. Ja teraz jest w takim stanie, że jak patrze na Jego zdjęcie, to chce mi się je jedynie podrzeć, albo urządzić darta, w którym jego twarz byłaby celem. Wkurza mnie, mam wrażenie, że nic do Niego nie czuje, nie mam do Niego za grosz cierpliwości. Przed chwilą byłam gotowa pokłocić się z nim o wymianę felgi. Po akcji z odkładaniem słuchwaki, która mi zrobił w sobotę, pół godziny siedziałam na podłodze w łazience i ryczałam. Tak, żeby nikt nie widział i nie słyszał. Miałam ochotę się położyć na podłodze i wypłakać wszystko, wszystkie uczucia. Potem przeszło, spokojny mail, rano przeprosiny, podziękowania, za to, że jestm dla Niego, że On się tak cieszy, że mnie ma. Ja wieczorny płacz skonkludowałam tak - dopóki płaczę, to znaczy, że mi zależy. Dzis jest poniedziałek i zupełnie poważnie zastanawiam się, czy mi jeszcze zależy. Coraz mniej. to smutne, ale coraz mniej. Jesli od czwartku do niedzieli nic się nie wydarzy, to kolejna akcja podobna do sobotniej skończy się tak, że więcej nie wyciagnę do Niego ręki. Nie mam już na to siły. Dziś nie mam ochoty pocałować Go nawet na przywitanie. Nie zrobił od niedzieli nic, żebym lepiej się poczuła. Chce przepraszać osobiście, ale mi się coraz mniej chce być przepraszaną. Zobaczymy. Ciężko będzie.

czwartek, 26 marca 2009

Siedzę nad durnym pismem już drugi dzień. Jak można być tak leniwym? Tłumacze to sobie tak, że jestem jeszcze osłabiona po chorobie i po 8 godzinach pracy mój mózg się przegrzewa i nie jest zdolny do kreatywnego myślenia.

A planowałam jeszcze dziś napisać pozew... Chyba sobie to na jutro przesunę, termin końcowy wyznacze na sobotę i będzie git:) Trzeba pracować, żeby wyjść z ciągłego braku pieniędzy i permanentnego debetu na karcie kredytowej. Planuję zrobić to najpóźniej do maja (długi trzeba pospłacać...), potem może w końcu zacznę odkładać na urlop:) Więć na lenistwo miejsca nie ma, trza zapie...... więc właśnie zamierzam zacząć to robić. Zastanawiam się tylko, czy motorem mojego działnia jest materializm, czy chęć posiadania świętego spokoju finansowego?...

piątek, 20 marca 2009
Przeleżałam cały weekend, od wtorku na zwolnieniu lekarskim, dziś dzień sprzątania, a jutro podróż w daleki swiat. Boję się, że od kataru uszy mi w samolocie zatka. Już raz mi się to zdarzyło i przeżycie nie było to zbyt miłe. Zastanawiam się, czy się cieszę. Z lotu i podróży na pewno nie. To zdenerwowanie o zatkanie uszu porównoać można do oczekiwania na przystanku autobusowym z zkupami w rękach i myśli, jak duży będzie tłok i czy znajdzie się wolne miejsce, by przycupnąć z siatami na chwilę. Czy się ciesze? Łeb mi pęka, nie mam siły o tym myśleć. Pakuję nową bieliznę i, jak zwyklę, liczę, ze samo wszystko jakoś "wyjdzie". Ehh, to życie.
wtorek, 17 marca 2009

"Ktoś kiedyś powiedział, że w chwili, kiedy zaczynasz zastanawiać się, czy kochasz kogoś, przestałeś go już kochać na zawsze."

Carlos Ruiz Zafon, Cień Wiatru - wypowiedź Daniela

 

Zaczęłam się zastanawiać jakiś czas temu. Teraz spostrzegam, że już nie tęsknie. Ale jak Go widzeę jak czuję Jego ciepło, Jego dotyk, Jego obecność, rozpływam się cała. Czy to jest miłość, czy tylko wygodne w tym związku trwanie? Tylko, że ten związek z wygodą nic wspólnego nie ma. Oboje chyba żeśmy powariowali...

piątek, 19 grudnia 2008

Kochany Mikołaju, wiem, że to niełatwo,
lecz przynieś niewidomym dzieciom takie światło,
co pozwoli im ujrzeć wszystkie dary boskie,
drzewa w czapach śniegu, obraz Częstochowskiej,
lustro lodowiska kreślone łyżwami,
które skrzy się, błyska, gdy tańczymy na nim.

Przynieś dzieciom głuchym piosenkę anioła,
by zagrała cisza, która trwa dokoła,
by szept usłyszały i dzwoneczków trele,
głos mamy, kolędę w grudniowym kościele.

Pożycz anielskie skrzydła Mikołaju drogi,
dla dzieci, które mają bardzo chore nogi.
Na skrzydłach niech ulecą ze smutnych szpitali
i dotrą do swych domów hen w błękitnej dali.
Ależ by to była radość Mikołaju Święty,
ależ by to były wspaniałe prezenty.

(znalezione w sieci)

 

14:48, margreth
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 października 2008

"Wolnym się jest dopiero wtedy,

               kiedy już nie ma po co żyć."

Erich Maria Remarque "Łuk Triumfalny"

14:25, margreth
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 października 2008

Życie płynie jak rzeka ciągle do przodu. Sporo zmieniło się w moim od czasu ostatniego wpisu. Po pierwsze zmieniłam pracę i w koncu jestem szczęśliwym i zadowolonym pracownkiem:). Po drugie życie osobiste też się ładnie wyklarowało, choć nie obyło się bez komplikacji po drodze pod tytułem "w ramach zmian w moim życiu rozstaniemy się". Na szczęście jednak mnie te zmiany nie objęły. Za to wymusiły parę pozytywnych zmian w moim zachowaniu. Zadowolona jestem z tego. Ostatnio się dowiedziałam, że są osoby, które żałują, że nic już tutaj nie piszę. Więc postaram się to zmienić zmianiając przy tym troszkę formulę tego bloga. Po połudiu, jak tylko zgram zdjęcia z telefonu na pc, pokaże światu, co robiłam w sobotę pomiędzy 14 a 16:). Do zobaczenia później:)

13:20, margreth
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lipca 2008
Wydawalo sie, ze to gra, a to prawdziwe życie. Matko, ile ja napsułam przez ten tydzień.... Jaka ja cholernie głupia byłam i jestem nadal.
22:26, margreth
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 maja 2008

Przez łzy, z wiatrem wiejącym w oczy kroczyć będę przez życie, do celu. Siłę znajdę w swoich słabościach, wiarę w niepowodzeniach. Oglądam życie odbite w lustrze, skrzywione. Marzę po nim ręką mokrą od łez. W końcu zrozumię, że wystarczy odwrócić się i spojrzeć przedsiebie, aby świat przestał być jak w krzywym zwierciadle, by niebo nabrało błękitu, a słońce przyjemnie ogrzało twarz osuszając łzy.

Kątem oka już się odwróciłam. 

12:11, margreth
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 maja 2008
Dni mijają, Raz słońce, raz deszcz. Na zmianę.
20:27, margreth
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 maja 2008
Nie odzywamy sie do siebie. To boli, ale to jest potrzebne. Nawet nie znajduje słów, które wyraziłyby moje mysli, moje uczucia. Po cóż więc strzępić język? Czekam, szukam, rozmyślam.
22:46, margreth
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53